Robert Burneika znany bliżej wszystkim jako Hardkorowy Koksu wykorzystuje swoje 5 minut popularności. Ma swój kanał na YouTube, ma także swój program w TV. Stacja, którą reprezentuje postanowiła wycisnąć z niego wszystko co się da. Wszystko w imię zasady: nie ma lipy! Po TV i Internecie przyszła pora na branżę muzyczną! 120 kg rapującego mięsa to jest to co tygryski lubią najbardziej.
Kawałek reklamuje konkurs: Męska rzecz 2011. Robert gra w nim bardzo odpowiedzialną rolę ponieważ śpiewa chórek. Okazuje się, że ten facet twardy jak stal i wielki jak góra interesuje się również kobietami. A mogłoby się wydawać, że dabylblasta, raketfjul i siłka to jedyne rzeczy jakie kręcą go w życiu.
Robert Burneika to postać, która wzbudza sympatię wśród bardzo wielu osób. Jego wypowiedzi i styl bycia to cechy charakterystyczne, dzięki którym stał się rozpoznawalny i popularny. Nie dziwi mnie zatem, że to wykorzystuje. W jakiej jeszcze roli zobaczymy Hardkorowego Koksa? Taniec z Gwiazdami czy X-Factor nie brzmią wcale nieprawdopodobnie. Czy podobnie jak Pudzian będzie wszędzie gdzie się da? Czy Mariusz trafił w końcu na prawdziwego konkurenta, który odbierze mu możliwość zostania owocem Jogobelli? Wszystko się może zdarzyć. Nie wykluczone, że obaj panowie spotkają się za jakiś czas na ringu na jakiejś gali MMA. Wystarczy odpowiednia ilość zer na kontrakcje. Bez względu na wszystko mam pewność co do tego, że Hardkorowy Koksu jeszcze nie raz nas zaskoczy.
Każdy ma prawo do dziecka, niezależnie od wieku. W zeszłym tygodniu świat dowiedział się o przypadku z Włoch, gdzie sąd zdecydował o odebraniu dziecka rodzicom, a głównym powodem takiej decyzji był wiek rodziców – o ile mnie pamięć nie myli kobieta była po 50, a mężczyzna był blisko 80. Historia bardzo tragiczna, ten kto ją podejmował musiał być pozbawiony zdrowego rozsądku – innej przyczyny nie widzę. Rozumiem, że gdyby była to rodzina patologiczna – tak, to zmieniałoby postać rzeczy. Jednak to byli kochający się ludzie, którzy bardzo długo starali się o dziecko. Swoją decyzję sąd argumentował tym, że mogą zbyt wcześnie je osierocić, dlatego lepiej będzie, gdy ktoś inny się zaopiekuje maleństwem.
Moim zdaniem nigdy nie jest za późno na dziecko, i nikt nie ma prawa decydować o tym, co będzie dla niego lepsze, szczególnie w przypadku, gdy ma kochających i dobrze spełniających swoje obowiązki rodziców. To jest najlepsze. Do czego zmierzam – do tego, że irytują mnie też polskie przepisy. Kilka słów o nich znalazłam w artykule poświęconym rodzicielstwu państwa Łapickich. Wiadomo, Łapicki nie jest już młodzieniaszkiem, ma już przecież 87 lat. Za to jego żona ma w tej chwili 27 lat, czyli wiek na zostanie matką bezwzględnie dobry. Jednak małe są szanse aby Łapiccy stali się rodzicami niemowlęcia bo według polskiego prawa (chyba adopcyjnego) różnica wieku miedzy rodzicami i dzieckiem nie powinna przekraczać 40 lat, a górnej granicy wieku rodzica adopcyjnego nie ma. Fakt, może ktoś kto to ustalał takie zasady brał pod uwagę względy praktyczne, jednak chyba zupełnie zapomniał o tym, co jest najważniejsze – a najważniejsza w tym wszystkim jest miłość i bliskość. Sprawa na pewno wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby żona Łapickiego sama urodziła dziecko. Miejmy nadzieję, że nie powtórzyłby się w tym przypadku włoski scenariusz.
Mam nadzieję, że Łapickim uda się zrealizować swój plan, albo plan tabloidów, bo sami zainteresowani nie komentują tych informacji. Poczekamy, zobaczymy.
Gwiezdne Wojny, przy tym konflikcie, to pikuś, a nie konflikt. W tym przypadku szykuje się szczególnie gruba wojna na ogromne działa… i ciała.
Mam wrażenie, że Amerykanie wiodą prym w biciu najdziwaczniejszych rekordów. W tym przypadku jest podobnie. Nie wiem czym to jest spowodowane – nadmiarem wolnego czasu, brakiem konieczności wykonywania jakiejkolwiek pracy z powodu dobrego finansowego wsparcia od państwa, czy po prostu chęcią zaistnienia choćby przez 5 min. Zabijcie mnie, nie wiem.
Nie wiem też co skłoniło Donnie Simpson i Susanne Eman do chęci bicia takich rekordów. Otóż dwie panie chcą być najgrubszymi kobietami świata. Dotychczas taki tytuł nosiła Donnie Simpson – była okrzyknięta najgrubszą matką świata, a w momencie porodu ważyła ok. 240 kg. Zastanawiające jest, skąd brała jedzenie, prawda? Już odpowiadam – Donnie Simpson ogłaszała się na stronach internetowych dla „wypasaczy” czyli mężczyzn, którzy uwielbiają obfite kobiece kształty i nie żałowali pieniędzy również na posiłki dla niej. Nie wiem jak wy, ale ja mam już gęsią skórkę. Wszystko to – jej waga i wypasacze – brzmi totalnie nierealnie. Donnie cieszyła się tytułem do teraz, bo na horyzoncie pojawiła się jej konkurentka – Susanne Eman – która również chce być najgrubszą kobietą świata. W tej chwili waży już 330 kg. Zatrważające, prawda? Susanne Eman postawiła sobie cel – chce sprawdzić, czy rzeczywiście ludzkie ciało może osiągnąć wagę 1000 kg – czyli tony! Dotychczasowy rekord, to 730 kg. Do starego rekordu jeszcze jej dość sporo brakuje, jednak jak donoszą światowe media zbliża się do niego w bardzo szybkim tempie.
Dziwne to hobby, prawda? Jestem ciekaw w jakim stanie są organizmy tych kobiet. Podobno obydwie stale kontrolują poziom cukru, ciśnienie, rozciągają mięśnie… Jednak nie wydaje mi się, by to wystarczyło. Każdy wie, że otyłość ma mnóstwo skutków ubocznych i może okazać się zabójcza. Susanne Eman też zdaje sobie sprawę, dlatego na wypadek niepowodzenia, poprosiła już swoją siostrę o to, by ta zaopiekowała się jej dziećmi.
Przepraszam, ale dla mnie to jest chore zachowanie. Tylko osoba, która nie potrafi myśleć logicznie, przyszłościowo i troszczyć się o swoje dzieci, może dopuścić się do takiego stanu i w dodatku robić z tego atut.
Kiedy wpadła mi w ręce informacja o ciąży Anny Muchy, niezmiernie mnie uradowała. Ucieszyło mnie to, że ta kobieta zmieniła swój pogląd na kwestie ciąży i kobiet w stanie błogosławionym, a także samych matek. Do tej pory dość mocno akcentowała swoją skrajną postawę i niechęć do posiadania dzieci – nawet w czasie odległym. Była niezależna i konkretna. Dobrze wiedziała, do czego dąży, szybko wspinała się na szczeble kariery i w końcu się jej to udało. Złośliwi uznawali ciążę Ani za nieprzemyślaną wpadkę i zrządzenie losu. I wtedy okazało się, że Ania tak naprawdę bardzo długo się do ciąży przygotowywała. To odpowiedzialna kobieta, dlatego nie chciało mi się wierzyć w brednie, które obijały mi się o uszy. I słusznie, bo jak wiadomo ze strony informatorów, Ania od prawie roku dopytywała się o swój stan zdrowia i szanse na donoszenie ciąży.
Niestety, nie można mieć wszystkiego. Ania bała się, że jej wada wzroku może być przeszkodą. Nie dość, że jest minusowa, to jeszcze sięga do 9 dioptrii. Ryzyko niesione wraz z zajściem w ciążę w najgorszym przypadku równałoby się z całkowitą utratą wzroku. Ale Ania prze do przodu i ma nadzieję na to, że wszystko skończy się dobrze. Innym problemem mogą być szpilki, z którymi aktorka się nie rozstaje. Każda kobieta w ciąży wie, że to najgorsze obuwie jakie tylko można nosić w ciągu tego specyficznego czasu. Kręgosłup i tak jest nadwyrężony dodatkowymi kilogramami płodu i własnej nadwagi. W takiej sytuacji chodzenie w wysokich na paręnaście centymetrów szpilach jest sportem ekstremalnym . Podobno ich unika, ale mimo wszystko każde ubranie szpilek jest tylko czynnikiem zwiększającym ryzyko.
Poza tym jest bardzo ostrożna. Unika słońca i upałów. Odżywia się zgodnie z zaleceniami, nie przeciąża się, ani nie wykonuje żadnych gwałtownych ruchów. Tak, jak być powinno. Ciąża to stan błogosławiony, ale jeśli nie będzie się ostrożnym, może stać się powodem wielu chorób. Zatrucie ciążowe, zakrzepica. Nie mówiąc już o utracie wzroku czy urazie kręgosłupa. Dużo jest takich gwiazd, które dość mocno lekceważą sobie swoje zdrowie bez spoglądania w przyszłość. Myślę, że Doda będzie mogła o dziecku tylko pomarzyć. A wszystko, właśnie przez noszenie szpilek. Być może będzie dla niej jeszcze nadzieja, jeśli się opamięta. Operacje nie są w stanie do końca naprawić ludzkiego ciała, a kręgosłup jest przecież materią tak kruchą.
Zdrowie jest jedno i trzeba się o nie starać, dbać i uważać. Mam nadzieję, że Ania da radę i wszystkie groźby jej organizmu znikną, a na świat przyjdzie zdrowy maluch!
Jak śpiewał kiedyś Billy Idol w jednym ze swoich ponadczasowych hitów – „It`s a nice day for a white wedding”. Dzień ślubu jest tym wymarzonym momentem w życiu każdej panny młodej. Wtedy może przybrać białą sukienkę, którą będzie pokazywała na zdjęciach swoim dzieciom i wnukom paręnaście lat później. Ba, może i nawet któreś z tych potomków samo przywdzieje tę samą kreację na swój własny wielki dzień. Dla drugich połówek, mężów, ten dzień nie zawsze jest taki kolorowy…
Maryli Rodowicz nie trzeba przedstawiać chyba nikomu. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej estrady – nie tylko muzycznej. To prawdziwy fenomen, jeśli chodzi o jej płodność artystyczną. I ta postać przymierza się do realizacji swojego wymarzonego ślubu. Swojego męża, z którym nadal żyje bez większych spięć (przynajmniej nic o tym nie wiadomo) poznała wiele lat temu i trwają w małżeństwie ponad 20 lat. Wynik prawdziwie imponujący biorąc pod uwagę ciągle rosnącą liczbę rozwodów – znacznie przewyższającą liczbę zawieranych małżeństw. Problemem okazało się być tylko to, że ślub wówczas wzięty odbył się tylko w Urzędzie Stanu Cywilnego i po tych wszystkich latach, Maryla zdecydowała się na finałowe zakończenie procesu ślubu – ceremonią kościelną.
Jej marzeniem jest właśnie ta biała suknia i wesele w stylu góralskim, o którym wielokrotnie mówiła. Byłoby to spełnienie wszystkich jej snów, ale czy tak wypada? Po tylu latach małżeństwa cywilnego pojawić się w białej sukni na kobiercu? Graniczyłoby to z dużym ryzykiem i część społeczeństwa, ta bardziej konserwatywna, mogłaby uznać to za wielką przesadę. Poruszenie – gwarantowane. Moje myślenie może być błędne. Przecież obecnie widok panny młodej w ciąży, która stara się go skrzętnie ukryć pod falbanami sukni, już nikogo nie dziwi, to dlaczego chęć wzięcia ślubu kościelnego przez parę żyjącą 20 lat w zgodzie, ale w związku cywilnym miałaby wzbudzić poruszenie? Wydaje mi się, że negatywne opinie na temat kościelnego ślubu Maryli Rodowicz raczej nie będą miały swojego źródła w naukach kościoła, lecz w zwyczajnej ludzkiej zazdrości.
czwartek, 23 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 2 721 548
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: